Widziałeś oczami wyobraźni to ośnieżone, ciche osiedle, rozświetlone kolorowymi lampkami. W domu stoi okazała choinka przyozdobiona sztucznymi kwiatami, bo teraz tak się dekoruje świąteczne drzewko. Pod nią duże, pięknie zapakowane prezenty, koło których kręci się niecierpliwie Twój synek. Bardzo chciałby je już otworzyć, ale musi się jeszcze chwilę wstrzymać. Żona krząta się po kuchni: sprząta po kolacji wigilijnej i wykłada na paterę ciasta, które zamówiliście w cukierni już miesiąc temu. W tle lecą amerykańskie piosenki świąteczne. Oboje, i żona, i syn, czekają, aż wrócisz do domu.

Godzinę temu, w trakcie kolacji, odebrałeś ważny telefon. Powiedziałeś rodzinie, że w firmie pojawił się problem, którym pilnie musisz się zająć. Obiecałeś, że wrócisz tak szybko, jak to możliwe.

I wracasz, zgodnie z obietnicą. Zostało Ci kilka kilometrów do przejechania. Jedziesz z taką prędkością, z jaką jechać możesz, biorąc pod uwagę warunki na drodze. Śnieg obficie sypie już od ładnych kilku godzin, a służby drogowe odśnieżają tylko główne drogi. Twój dom nie leży przy głównej drodze, a na nowym osiedlu domów jednorodzinnych w cichej okolicy. Ciche okolice zawsze są odśnieżane jako ostatnie.

Wycieraczki pracują miarowo: raaaz-ii-dwa. Iiii-raaaz-ii-dwa. Iiii-raaaz-ii-dwa. Iiii-raaaz-ii-dwa. Iiii- raaaz-ii-dwa. Na ulicy prawie nie ma ruchu, mijasz tylko pojedyncze taksówki. Płatki śniegu hipnotyzująco tańczą, opadając na przednią szybę samochodu. Koncentracji nie pomagają Ci utrzymać nawet kolędy z radia. No zasnąć można.

Na szczęście Ty nie zasypiasz. Nie dałbyś rady w tych warunkach – myślisz sobie i z kwaśną miną zerkasz na podłogę przed fotelem pasażera. Tam, w kartonie wyłożonym kocem, siedzi mała, puchata kulka ze złocistą sierścią. Wpatruje się w Ciebie czarnymi jak węgielki oczkami i poszczekuje skrzekliwie, licząc na to, że wyciągniesz ją z kartonu. Tym piskiem zagłusza “Cichą Noc”.

Podjeżdżasz pod dom. Wysiadając z samochodu widzisz, jak porusza się firanka w oknie. To Twój syn stoi po drugiej stronie szyby i macha do Ciebie ze szczerbatym uśmiechem. Otwierasz drzwi pasażera, owijasz psa kocem i przytulasz do siebie, okrywając płaszczem. Masz nadzieję, że nie zaszczał tego koca. Ale przynajmniej przestał szczekać.

Otwierasz drzwi, otrzepujesz buty na wycieraczce. Czujesz, jak pies zaczyna się wiercić ze zniecierpliwienia. Syn podbiega do Ciebie, pyta, czy może już rozpakować… Nie kończy jednak pytania, bo spod Twojego płaszcza wysuwa się czarny, mokry nosek. “To piesek! To piesek!” – słyszysz i już wiesz, że pozostałe prezenty stały się zupełnie nieważne. Nic nie szkodzi. Twój syn jest szczęśliwy. Oby tylko nie obniżyły mu się oceny.

 

_________________________________________________________________________

Co zrobić z psem w wakacje, najlepszy blog o dzikich zwierzętach, animalistka.pl

Pijesz popołudniową kawę. Masz kilka chwil dla siebie, zanim syn wróci ze spaceru z Karmelem – po trzech deszczowych dniach w końcu się rozpogodziło i mógł pobiegać z psem po łąkach. Za pół godziny musisz go zawieźć na angielski. Na szczęście szkoła jest blisko Twojej firmy, przynajmniej trochę jeszcze popracujesz, zamiast marnować czas w samochodzie. Spoglądasz na zegarek, pilnując czasu. Nie chcesz, żebyście się spóźnili. Oby tylko znowu nie padało.

Słyszysz, że drzwi się otwierają. Pazury stukają o terakotę, kiedy Karmel wbiega do domu. Sapiąc, wpada do salonu i wskakuje Ci przednimi łapami na kolana, szaleńczo merdając ogonem. Zostawia Ci ślady łap na spodniach. Spoglądasz na psa: cuchnie mokrą sierścią i jest cały utytłany w błocie. “Wytarzał się w kałuży, jak spuściłem go ze smyczy” – tłumaczy syn. “Kurwa” – to jedyne, co przychodzi ci teraz do głowy. Na szczęście nie wypowiadasz tego na głos.

Łapiesz psa za obrożę i prowadzisz do łazienki. Tak perfekcyjnie zaplanowałeś dzisiejsze popołudnie, z którego właśnie tracisz co najmniej dwadzieścia minut na kąpiel psa. A jeszcze musisz się przebrać, bo te spodnie dzisiaj już nadają się wyłącznie do prania. No szlag może człowieka trafić.

_________________________________________________________________________

 

Nie wozisz psa swoim samochodem; weterynarz jest wystarczająco blisko, żeby można było pójść do niego na piechotę, tak samo jak i miejsca do spacerów. Ale dzisiaj robisz wyjątek. Chociaż powinieneś skupić się na drodze, często zerkasz we wsteczne lusterko, żeby sprawdzić, czy Karmel nie rozrabia na tylnej kanapie. Na szczęście jest w miarę grzeczny: po prostu wygląda przez okno, obserwując zmieniający się krajobraz.

Jest upał, klimatyzacja trochę szumi, zagłuszając radio, ale przynajmniej skutecznie chłodzi, więc przymykasz na to oko. Zastanawiasz się, jak daleko powinieneś jechać. Czy sto kilometrów wystarczy? Może lepiej sto pięćdziesiąt? Dwieście? Chyba im dalej, tym lepiej, prawda?

Zwalniasz i z drogi krajowej skręcasz w gruntową, prowadzącą przez las do okolicznych wsi. Uważając na zawieszenie starasz się jechać powoli i omijać co głębsze dziury. Samochód trochę ślizga się w wypełnionych piachem koleinach, jakaś gałąź zaczepiła o lusterko boczne, zostawiając na nim kilka liści.

Zatrzymujesz auto po jakichś dwóch kilometrach. Chciałbyś pojechać jeszcze trochę dalej, ale po takiej drodze po prostu nie da się jechać! A w sumie tutaj też możesz znaleźć dobre miejsce. Wypuszczasz psa, który szaleje z radości, że idziecie razem na spacer. Trochę Cię to dziwi, bo przecież nie chodzisz z nim na spacery – to obowiązek syna, więc nie wiesz, z czego Karmel się właściwie cieszy. Wzruszasz jednak ramionami i otwierasz bagażnik, z którego wyciągasz półtora metra łańcucha i kłódkę. Wchodzisz między drzewa.

Krążysz trochę, zanim wybierzesz właściwe miejsce. Nie chcesz, aby było zbyt blisko ścieżki, bo ktoś mógłby Cię zobaczyć, ale nie może też być zbyt daleko, bo musisz przecież szybko dotrzeć do samochodu. Poza tym upał i komary zaczynają Ci coraz bardziej przeszkadzać. W dodatku nie przychodzi Ci do głowy żadna historyjka, którą mógłbyś opowiedzieć dziecku. I zaczynasz się wahać. Klniesz pod nosem.

Po kilku głębszych wdechach, żeby się uspokoić, uznajesz, że nie ma sensu dalej iść. Las wszędzie wygląda tak samo, więc tutaj jest tak samo dobrze, jak pół kilometra dalej. Podchodzisz do drzewa. Rozwijasz łańcuch, który zaczął ciążyć Ci w dłoni i nachylasz się nad psem, który zaczyna łagodnie machać ogonem. Karmel spogląda Ci w oczy, więc odwracasz od niego wzrok, kiedy przeciągasz łańcuch pod obrożą. Pies próbuje Cię lizać po dłoniach, więc odsuwasz go trochę, oplatając łańcuch wokół drzewa. Zapinasz kłódkę na dwóch metalowych oczkach i sprawdzasz, czy całość solidnie się trzyma.

Ostatni raz spoglądasz na psa, wydajesz mu komendę “zostań!” i odwracasz się, ruszając szybkim marszem w kierunku samochodu. Karmel początkowo jest zadziwiająco cicho. Pewnie myśli, że to ćwiczenie, w którym musi czekać, aż go do siebie przywołasz. Po chwili jednak, kiedy już masz nadzieję, że go nie usłyszysz i spokojnie wrócisz do auta, rozlega się szczeknięcie. Jedno, drugie, trzecie. Później słyszysz skamlenie i szczeknięcia naprzemiennie, łańcuch metalicznie brzęczy, kiedy pies próbuje się uwolnić i ruszyć za Tobą. A przynajmniej tak Ci się wydaje, bo nie masz odwagi obejrzeć się za siebie.

Idziesz coraz szybszym marszem, starając się uspokoić jednocześnie oddech i przyspieszone bicie serca. Gdzieś po drodze wyrzucasz kluczyk od kłódki. Pies zaczyna wyć, żebyś po niego wrócił, szarpiąc się na łańcuchu. Minąłeś już wzniesienie, dzięki któremu ani Ty go już nie możesz zobaczyć, ani on Ciebie. Ale i tak nie chcesz spoglądać w tamtym kierunku.

Wsiadasz zgrzany do samochodu i natychmiast odpalasz silnik. Teraz po tej leśnej drodze jedziesz zdecydowanie szybciej, chociaż nadal starasz się omijać dziury – owszem, spieszy Ci się, ale nie chciałbyś uszkodzić auta. Jeszcze słyszysz przeciągłe, trochę piskliwe wycie Karmela, mimo że trochę przytłumione. Podgłaśniasz muzykę w radiu, żeby całkiem je zagłuszyć.

Dopiero kiedy wyjeżdżasz na asfaltową drogę, udaje Ci się wziąć głębszy wdech. Już po wszystkim. Starasz się skupić na czymś przyjemniejszym. Co prawda do urlopu zostało jeszcze kilka dni, ale to właśnie o nim próbujesz myśleć, żeby poprawić sobie nastrój. Później zastanowisz się, jak wytłumaczysz synowi zniknięcie Karmela. Teraz czas pomyśleć o tym, co spakować na wakacje.