Gdyby powstała gra komputerowa, w której przyszłoby nam walczyć ze ślimakami, achatina byłaby w niej ostatnim bossem.

Przynajmniej jeżeli mielibyśmy mieć do czynienia jedynie ze ślimakami lądowymi. Bo nawet bohaterka dzisiejszego artykułu mogłaby uchodzić za krasnala w porównaniu do morskich gatunków ślimaków. Ale o nich opowiem Wam przy innej okazji.

Achatina zwyczajna (Achatina achatina) to ogromny ślimak afrykański z rodzaju Achatina, na który składa się jeszcze około 30 innych gatunków. Jego nazwa pochodzi od greckiego słowa “achates”, które oznacza agat i ewidentnie nawiązuje do koloru skorupy tego mięczaka. Bursztynowa muszla przyozdobiona jest ciemnobrązowymi, nieregularnymi pasami, zupełnie jak jedna z odmian tego pięknego minerału.

  • długość muszli: 18-30 centymetrów
  • waga: około 500 gramów
  • długość życia: do 5 lat
  • występowanie: pierwotnie część zachodniego wybrzeża Afryki, ale w ostatnich latach zasięg występowania zwiększył się ze względu na transport tych zwierząt, o czym za chwilę
  • dymorfizm płciowy: brak

Achatina, jak wiele innych gatunków ślimaków, jest obojnakiem. To znaczy, że jest wyposażona zarówno w męskie jak i żeńskie narządy płciowe. I chociaż dzięki temu powinna być samowystarczalna, do samozapłodnienia dochodzi naprawdę bardzo rzadko. Zdecydowanie bardziej powszechną formą rozmnażania się wśród achatin (jak i innych ślimaków obojnackich) jest dobór w pary i wymiana męskich komórek rozrodczych z partnerem.

Po około miesiącu od kopulacji achatina przystępuje do składania jaj. I to nie byle jakich jaj, bo, skoro sama jest ogromna, to i jej jaja nie będą wcale takie małe! Mają około 5 milimetrów długości, czyli całkiem sporo, jak na jaja ślimaków! Dwa tygodnie później wykluwają się z nich (oczywiście z jaj, nie z cukierków) maleńkie achatinki. Na tyle małe, że rozmiarami już zdecydowanie bardziej przypominają te ślimaki, które znamy z naszych ogródków. Ale stosunkowo szybko dorównują rozmiarami swoim rodzicom.

Te wielkie ślimaki są jadalne. W rejonach Afryki, w których występują, czyli wzdłuż wybrzeża Afryki od Sierra Leone do Nigerii stanowią cenne źródło białka pochodzenia zwierzęcego. W Europie ślimaki (chociaż innego gatunku – najczęściej winniczka) jada się jako eleganckie, francuskie danie, w Afryce – z konieczności.

achatina największy lądowy ślimak świata blog o dzikich zwierzętach animalistka.pl

Achatina z ludzką dłonią dla skali. Autor zdjęcia: Charles J Sharp, from Wikimedia Commons

Ale świat Zachodu zobaczył w achatinach coś zupełnie innego, niż potencjalny obiad – domowe zwierzątko. Hodowla ślimaków z rodzaju Achatina w ostatnich latach coraz bardziej zyskuje na popularności. I, jak wiele innych ludzkich kaprysów, wcale nie pozostaje to bez znaczenia dla środowiska. Jeśli obserwujecie mnie na fanpage’u (KLIK!), to z pewnością wiecie, że nie jestem zwolenniczką trzymania zwierząt nieudomowionych jako domowych pupili – przynosi to tylko szkodę modnym aktualnie gatunkom. Ze ślimakami sprawa jest o tyle inna, że to one mogą przynieść szkodę. Co prawda nie nam bezpośrednio, a środowisku, ale już teraz skutki ich działalności są na tyle widoczne, że w wielu miejscach hodowla achatin jest prawnie zakazana.

Już tłumaczę, o co chodzi. Achatiny stają się coraz bardziej modne jako domowe zwierzątka, bo ich hodowla jest stosunkowo łatwa, rozmnażanie wielu gatunków z tej rodziny również nie przysparza kłopotu. Ale ślimaki raz, że należą raczej do tych mniej interaktywnych zwierzęcych przyjaciół i mogą się znudzić, a dwa, że jak się rozmnażają, to pojawiają się nie dwa czy cztery, a setki młodych. Wielu właścicieli nie niszczy jaj, tylko, jeśli nie chce młodych trzymać, po prostu wypuszcza je na wolność w swojej okolicy (tak samo nierzadko dzieje się z dorosłymi osobnikami), co niesie za sobą poważne konsekwencje dla lokalnych ekosystemów.

Poza rejonem swojego naturalnego występowania achatiny są traktowane jako szkodniki. Ze względu na swoje gabaryty potrzebują znacznie więcej pożywienia niż ślimaki o rozmiarach, do których przywykliśmy, więc roślinność naturalna i uprawy mogą być zjadane znacznie szybciej i w dużo większej ilości. A do tego musimy mieć na uwadze fakt, że w Europie czy Ameryce Północnej te mięczaki nie mają ŻADNYCH naturalnych wrogów. Jeśli zatem zostaną wypuszczone na wolność w bardzo ciepłym rejonie o dużej wilgotności powietrza, będzie im się dobrze żyło, bo prawie nic, poza ewentualnym wypadkiem i chorobami przenoszonymi przez lokalne gatunki, im nie grozi.

Chociaż może nam się wydawać, że nie ma w tym żadnego problemu, bo przecież co może zrobić jeden czy nawet kilka takich ślimaków w skali na przykład kraju, to jednak problem jest. I to na tyle duży, że achatiny nie dość, że są traktowane w wielu miejscach jako gatunek inwazyjny, to jeszcze import żywych zwierząt jest nielegalny. Na lotniskach w Stanach Zjednoczonych achatiny są z miejsca konfiskowane (dzieje się tak na przykład w Nowym Jorku czy San Francisco). Na Florydzie achatiny osiedliły się już na dobre, szkodząc lokalnym roślinom.

Achatina fulica, jeden z gatunków wielkich ślimaków bardzo popularny w hodowli ze względu na bardzo łatwe rozmnażanie w niewoli i małe wymagania środowiskowe (dobrze się czuje nawet w naszej standardowej temperaturze pokojowej) został uznany przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody za jeden ze 100 najbardziej inwazyjnych gatunków świata.

Pozwolę sobie zatem na zakończenie tego artykułu morałem, który pasuje nie tylko do ślimaków, o których opowiedziałam, ale również do wielu innych gatunków egzotycznych zwierząt: pamiętajmy, że nasze zachcianki związane z opieką nad oryginalnym pupilem bardzo często odbijają się negatywnie nie tylko na dobrostanie tego konkretnego zwierzęcia, ale także stanowią zagrożenie dla całego gatunku oraz środowiska. A z dbaniem o to ostatnie nawet bez nowych gatunków inwazyjnych mamy coraz większe problemy.

CZY WIESZ, ŻE…

Szympans mógłby wejść na mój fanpage i polubić go w MNIEJ NIŻ DZIESIĘĆ SEKUND?! Sprawdź, ile czasu Tobie to zajmie! Kliknij tutaj – KLIK!

Autor zdjęcia nagłówkowego: Schneckenmama, from Wikimedia Commons