Zaglądam do domu blogerki!

 

Ten artykuł jest pierwszym z cyklu postów, w którym będę zaglądać do domów twórców internetowych i poznawać ich zwierzęta. Nie ma jeszcze nazwy, więc, jeśli przychodzi Wam do głowy jakiś pomysł – zaproponujcie go w komentarzu! A może chcielibyście poczytać o zwierzętach konkretnego influencera? Napiszcie mi o tym! Zobaczymy, co da się z tym zrobić! 

Ania prowadzi bloga Nieidealna Anna, na którym udowadnia, że to właśnie nieidealne, codzienne życie jest świetne, dzieli się swoimi doświadczeniami związanymi z byciem mamą i tym, jak łączyć macierzyństwo z pozostałymi obowiązkami. Prywatnie jest nie dość, że fajną babką, to jeszcze żoną i właśnie mamą – czworga: dwóch córek i dwóch kotów. Chociaż nie lubię nazywania zwierząt “dziećmi”, to w tym przypadku pasuje takie określenie doskonale. Ania bowiem jest mamą na dwa etaty: większość dnia to czas dla córek, a kiedy przychodzi wieczór, dziewczynki idą spać i ich miejsce zajmują koty, domagając się swojej porcji czułości i uwagi.

Poprosiłam Anię, aby opowiedziała mi o swoich zwierzętach, bo to one pierwsze były w jej domu. Dopiero po czasie przyszła na świat Zuzia, później Mańka. Bardzo ciekawiło mnie, jak zwierzęta zareagowały na nowych członków rodziny, jak dogadują się z tak małymi dziećmi – ale do tego przejdę później. Zacznijmy od tego, od czego zacząć powinniśmy: od samego początku.

 

KOT I KOT

Na samym początku, zanim Ania założyła swoją rodzinę, był Hektor – piękny, czarny kilkumiesięczny kociak. Ani tata przyniósł go do domu z wizyty u swojego kumpla. Kociak, wychowany w stadku domowych psów, przejął ich nawyki i jego ulubionym zajęciem szybko stało się towarzyszenie ludziom, ma w zwyczaju chodzić przy nodze i reagować na gwizdanie (szacun, moim największym osiągnięciem w wychowywaniu kotów było nauczenie ich reagowania na ich własne imiona!). Kiedy Ania wyprowadzała się na swoje – wzięła Hektora ze sobą.

Hera dołączyła do nich raptem kilka miesięcy później. Ją znalazła Ania, kiedy zimowym wieczorem wracała do domu z wizyty u rodziny brata. Zmarznięta, puchata kulka gruchała niczym gołąb i Ania, niewiele myśląc, otuliła ją czapką i razem pojechały autobusem do domu.

Mimo że młodsza, kotka szybko przejęła władzę w kocim stadku i owinęła sobie Hektora wokół pazura: koci gentleman pozwalał jej jeść ze swojej miski i miział zawsze, kiedy Hera zażyczyła sobie porcji pieszczot. Koty bardzo szybko stały się nierozłączne.

 Są jak rodzeństwo. Wspólnie się bawią, tłuką, jedzą, śpią i przytulają. Nie potrafię sobie wyobrazić ich rozłąki.

Hera i Hektor są swoimi przeciwieństwami, jak ogień i woda. Hera jest małym zawadiaką i zawsze skora do łobuzowania. Jako ta bardziej towarzyska, roztacza wokół siebie aurę słodkości i nigdy nie ma dość zabawy. Hektor z kolei jest kotem dość płochliwym, woli trzymać się z boku. Wylewność zdecydowanie nie jest jego mocną stroną, bardzo oszczędnie okazuje emocje. Ale kiedy już przyjdzie się przytulić – to cieszy podwójnie. Za to jest potwornym gadułą i, kiedy Ania wstaje rano jako pierwsza, jego powitalne miauczenie często budzi pozostałych domowników.

KOTY I DZIECI

Kiedy Ania zaszła w pierwszą ciążę, postanowiła przygotować swoje koty na to, że niedługo rodzina się powiększy. Pewnie właśnie dzięki temu Hera i Hektor wspaniale przyjęły pojawienie się w domu niemowlęcia.

Kocur, co prawda, początkowo trzymał się na dystans i z naturalną sobie ostrożnością podchodził do małego człowieka, ale Hera niezwykle szybko zaczęła wykazywać dużą dozę opiekuńczości.

Zwierzęta są bardzo mądre i od razu zrozumiały, że dzieci są bezbronne i trzeba się nimi opiekować. Moja kotka potrafiła sygnalizować, że któraś z córek się obudziła.
Jak Zuza zaczęła płakać po przebudzeniu, Hektor pierwszy biegł sprawdzać, co się stało.

Teraz, kiedy dziewczynki już trochę podrosły, próbują samodzielnie okazywać kotom czułość: na przykład ciągnąc je za ogon czy wkładając palec do oka. Czujni rodzice szybko reagują w takich sytuacjach i uczą dzieci, co wolno, a czego nie, w czasie obcowania z kotami.

Hektora i Herę traktujemy jak pełnoprawnych członków rodziny, dlatego nie pozwalamy na naruszanie spokoju i integralności kotów.

Jednak Hera, jako ogromna przylepa, często pozwala się przytulać małej Mani. Z godnością i dużą dozą cierpliwości znosi również zajęcia ze starszą Zuzią, która próbuje robić jej zdjęcia czy bawić się z nią we wspólne gotowanie.

Koty przyzwyczaiły się do rytmu dnia wyznaczanego przez dzieci i, jak pisałam na samym początku, to wieczorem, kiedy córki śpią, one znajdują się w centrum uwagi, siadają na kolanach i się tulą.

Jestem wtedy oblegana przez koty i nie mogę nic zrobić, bo siedzą na mnie. Zupełnie jak w tym memie.

 

Ale nawet w ciągu dnia nie dają o sobie zapomnieć i nie usuwają się w cień ze swoimi dziwnymi upodobaniami. Hera na przykład je, używając do tego łapek: wyławia nimi karmę z miseczki, podrzuca w powietrze i dopiero wtedy zjada. Ania zarzeka się, że jeszcze nie widziała, by Hera jadła normalnie, jak na kota przystało.

To jednak nie są jedyne zaskakujące nawyki kulinarne jej zwierząt.

Hektor jest wielkim amatorem kawy i potrafi napić się z mojego kubka, co mnie osobiście przeraża. A Hera? Jej drugie imię to odkurzacz – muszę jej pilnować, bo je wszystko, jak leci! Jest bardzo szybka w polowaniu na to, co spadnie moim córkom podczas posiłków. Nie ma znaczenia, czy to awokado, indyk czy placki z cukinii.

Ania z mężem bardzo dbają o swoich najbliższych – zarówno tych dwunożnych, jak i czworonogi. Koty są traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny, ale nic w tym dziwnego, skoro Ania od zawsze miała kontakt ze zwierzętami.

 

Zresztą, niech sama Wam powie o tym parę słów na koniec:

Nie wyobrażam sobie życia bez kotów. Bez zwierząt w ogóle. Od dziecka w moim domu były psy, koty, świnki morskie, rybki, myszki a nawet żaba. Naturalnym było dla mnie to, że jak wyprowadzałam się z rodzinnego miasta, zabrałam ze sobą koty. Mój facet musiał nas pokochać w całym pakiecie. Inaczej nie mogło być.

 


Kiedy Ania opowiadała mi o swojej rodzinie i życiu ze zwierzętami, z jej słów emanowało niezwykłe ciepło i miłość. Mam nadzieję, że zdołałam oddać to w powyższym tekście, który, przyznam, pisałam z ogromną przyjemnością. Jeśli jeszcze nie znacie bloga Nieidealna Anna, koniecznie na niego zajrzyjcie! Dajcie znać w komentarzu, zarówno Ani, jak i mnie, jak Wam się podobało! Zostawcie także swoje propozycje nazwy dla tego cyklu i podpowiedzcie, o czyich zwierzętach chcielibyście jeszcze przeczytać!

 

CZY WIESZ, ŻE…

Szympans mógłby wejść na mój fanpage i polubić go w MNIEJ NIŻ DZIESIĘĆ SEKUND?! Ile czasu Tobie to zajmie?